Szum Rumi

Adam Mazurek – szeryf, podróżnik, miłośnik koni

W sąsiadującym z Rumią Dębogórzu-Wybudowaniu można przenieść się w czasie i przestrzeni, w sam środek Dzikiego Zachodu. Wszystko za sprawą Wild West Ranch – stadniny koni, rancza i krainy przygody w jednym. Twórcą i dobrym duchem tego wyjątkowego miejsca jest pan Adam Mazurek.

Ahoj, przygodo!

Już sama postać pana Adama zwiastuje wyjątkową osobowość. Potężna budowa, długa broda, kowbojski kapelusz, czapsy i skórzana kurtka – to jego nieodłączne atrybuty, dzięki którym nie można go pomylić z nikim innym.

Nie na darmo wśród odwiedzających Wild West Ranch znany jest jako „Szeryf”. Pseudonim pasuje jak ulał – pan Adam od lat dba o porządek na swoim ranczo, a przede wszystkim stara się zamienić je w wyjątkowe miejsce, w którym można przeżyć przygodę w końskim siodle, z gitarą lub łukiem w dłoni.

Najważniejsza jest dla mnie praca z dziećmi, zarażanie ich pasją. Na ranczo mogą zamienić się w piratów, Indian czy podróżników, a także obcować ze zwierzętami. Przede wszystkim z końmi, ale też lamą czy wielbłądem o imieniu Mustafa – mówi pan Adam.

Sensem wypraw są ludzie

Pan Adam jest też zapalonym podróżnikiem. Swoich ekspedycji nie poprzedza szczegółowym planowaniem noclegów czy konkretnych miejsc do zwiedzenia. Szczególnie inspirują go kraje położone na wschód od Polski.

Wschód uczy życia. Ludzie są tam trochę inni, bardziej charakterni, zasadniczy. W czasie swoich wypraw poznałem wiele wyjątkowych osób, z którymi cały czas utrzymuje kontakty. Do tego na wschodzie wciąż mocno zakorzenione są tradycje, które w naszym świecie stają się coraz bardziej wyblakłe i nijakie – mówi.

Często organizuje zagraniczne wyprawy dla małych grup. W najbliższym czasie wyjeżdża z innymi zapaleńcami na Maltę potem – na Cypr, do Mołdawii i na Ukrainę. Jednak, jak sam przyznaje, jego ukochanym miejscem na ziemi jest Gruzja.

W Gruzji wciąż zobaczyć można „prawdziwy” świat i spotkać twardych, a jednocześnie wrażliwych ludzi. Kiedyś zapytałem tam starszego człowieka o autobus do miasta o nazwie Kobuletti. Nie tylko zaprowadził mnie w odpowiednie miejsce i poinstruował kierowcę, ale też zaprosił do własnego domu. Wkrótce, wracając z Armenii, skorzystałem z tego zaproszenia. I tak narodziła się moja przyjaźń z Gruzinem Jurą. Trwa ona do dziś – mówi pan Adam.

Takie sytuacje nie są w tym kraju niczym dziwnym. To wyjątkowo gościnny naród. Mają jednak drugą stronę swojej natury:

Charakter Gruzinów symbolizuje 20-metrowy pomnik Matki Gruzji czuwający nad Tbilisi. Postać ta w jednej ręce trzyma czarę, a w drugiej miecz. Czara z winem jest przyjaciół, natomiast miecz dla wrogów. Na szczęście Polacy są w Gruzji bardzo mile widziani – dodaje.

Jak podkreśla pan Adam Mazurek, sensem wszystkich wypraw i podejmowanych działań są przede wszystkim ludzie. Dzielenie się z nimi wiedzą, wrażliwością i doświadczeniami. Jego wielkim marzeniem jest przelanie tego przekonania na swoje dzieci, a także wszystkich, których porywa do swojego świata.

***

Artykuł ukazał się w lutowym numerze biuletynu Urzędu Miejskiego w Rumi „Rumskie Nowiny”. W aktualnym numerze m.in. historia rumskiego herbu oraz wywiad z właścicielami palarni kawy Olle Cafe. Zapraszam do pobierania wersji elektronicznej ze strony rumia.eu oraz drukowanej w jednym z kilkunastu punktów w całym mieście. 

Dodaj komentarz