Szum Rumi

Najstarszy rumski zabytek

Budynek ten był unikatowym przykładem gotyckiej architektury wiejskiej. Podobnych w północnej części Pomorza jest obecnie zaledwie kilka. Gdyby istniał do dziś, stanowiłby najcenniejszy, a zarazem najstarszy rumski zabytek. Mowa oczywiście o dawnej świątyni przy ulicy Kościelnej.

Ruiny niewielkiego kościółka na Starej Rumi z pewnością pobudzają wyobraźnię. Fragmenty ceglanego muru pamiętają bowiem XV wiek. Kościół, choć przetrwał wiele wojen, nie wytrzymał jednak próby czasu. Coraz gorszy stan nierestaurowanego budynku doprowadził do jego rozbiórki w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku.


Mimo że z samego kościoła nie zostało wiele, dzięki przekazom historycznym można dziś odtworzyć jego dawny wygląd i wyobrazić sobie, jak prezentowałby się w krajobrazie współczesnej Rumi.

Gotyk, tylko trochę nietypowy

Budownictwo gotyckie kojarzy się raczej ze strzelistymi obiektami, jednak rumski kościół, powstały w miejscu dawniejszego, drewnianego kościółka z XIII w., odbiegał od tego wzorca. Był niski i podłużny, nie posiadał też wieży. Prezbiterium i chór wzniesiono z cegieł, pozostałe elementy – z szachulca, czyli drewnianej konstrukcji wypełnionej gliną i słomą. Budynek wieńczył stromy dach z gontu.

Taka konstrukcja nie była zbyt trwała, dlatego też stan kościoła szybko zaczął się pogarszać.

W XVI wieku kościół doczekał się poważniejszej renowacji. Dobudowano wtedy wieżę, budynek otynkowano, a do wnętrza zamówiono nowe wyposażenie. To właśnie ono stanowiło największą wartość niepozornego z zewnątrz kościółka.


Głównym elementem był późnorenesansowy drewniany ołtarz główny z 1584 roku. Dziś stanowi on boczny ołtarz nowego kościoła. Oprócz niego w kościele znajdowały się też dwa inne ołtarze – Opatrzności Bożej oraz św. Józefa. Jeszcze starsze były dwie figury – Marii z Dzieciątkiem oraz św. Anny – a także unikatowe świeczniki pochodzące z czasów późnego średniowiecza. Z kolei w zakrystii znajdowały się bardzo ciekawe, rzadko spotykane rokokowe meble – malowane na zielono i zdobione kwiatami.

Skazany na zagładę

Mała rumska parafia miała nieustanne problemy z utrzymaniem kościoła. Z biegiem lat jego stan się pogarszał, a doraźne remonty nie mogły poprawić sytuacji. Przeciekający dach, zapadający się sufit, powiększające się dziury w podłodze oraz zepsute organy nie wróżyły niczego dobrego. Pod koniec XVIII wieku ze względu na bezpieczeństwo trzeba było rozebrać kościelną wieżę.

Wkrótce potem zarządzono remont generalny. Wtedy właśnie kościół uzyskał kształt, w jakim przetrwał do czasów powojennych. Część ścian szachulcowych zastąpiono ceglanymi, wymieniono też dach.

Z biegiem czasu dla powiększającej się parafii kościół stawał się zbyt mały. Pięćdziesiąt drewnianych ławek mogło pomieścić zaledwie 186 osób, podczas gdy cała parafia liczyła na początku XX wieku ponad 1900 wiernych. Lokalnej społeczności marzyła się zatem duża, godna świątynia, która przyćmiłaby stojący nieopodal kościół ewangelicki, szczycący się piękną wieżą z nowoczesnym zegarem.

Nowy kościół miał powstać w miejscu starego, który planowano rozebrać. Prowincjonalny konserwator zabytków dostrzegł wartość wiekowej świątyni i polecił ją zachować. Z tego względu drugi kościół zbudowano w latach 1913-1918 (konsekrowany w 1921) na sąsiedniej działce, stary zaś przekształcono w kaplicę cmentarną.

Rezerwuar cegieł

Mimo prac zabezpieczających stary kościół stopniowo popadał w ruinę. Głównym zadaniem parafii było bowiem utrzymanie w należytym stanie przede wszystkim nowej świątyni. Wiekowy budynek niszczał więc z każdym kolejnym rokiem, a czego nie zniszczył czas, dokonały rozbiórki.

Budynek przetrwał II wojnę światową. W potoku potrzeb nikt nie myślał o ocaleniu starego kościoła. Stąd wkrótce konieczna była rozbiórka dachu oraz grożących zawaleniem ścian. Przez wiele lat stanowił on źródło cegieł służących do odbudowy wojennych zniszczeń.

Pierwsze poważne prace zabezpieczające przeprowadzono w 1994 roku, od tego czasu teren pozostaje w przyzwoitym, uporządkowanym stanie, a kościół czeka na rekonstrukcję lub adaptację.

Jego kolejne losy przyniesie przyszłość. Miejmy nadzieję, że dobra.

Zdjęcia w powyższym artykule pobrałem z wpisu p. Andrzeja Sadłowskiego, do którego lektury serdecznie zachęcam.

1 komentarz