Szum Rumi

Co kupuję na rynku w Rumi?

W dzieciństwie, tj. w latach dziewięćdziesiątych, rumski rynek kojarzył mi się ze wszystkim co najgorsze. Tłumem ludzi, kolejkami, kilkugodzinnym krążeniem między stoiskami. Stąd od momentu usamodzielnienia się przez wiele lat nie kierowałem w to miejsce swoich kroków. Zmieniło się to dopiero niedawno.

Dzisiaj nasze lokalne targowisko podoba mi się z kilku powodów. Przede wszystkim jest to miejsce, w którym kupić można naprawdę świeże i wysokiej jakości produkty spożywcze. Jak dotąd nie udało mi się znaleźć w okolicy lepszego miejsca, jeśli idzie o zakup wędlin niż to prowadzone na rynku („Wędliny z Borów Tucholskich”).

Stałymi punktami sobotniego – a czasem także środowego, bo rynek funkcjonuje dwa razy w tygodniu – programu to także zakup prawdziwego wiejskiego masła, jajek od gospodarza (uwaga na oszustów!) czy chleba.

Na pozostałych stoiskach zaopatrzyć można się w bardzo wiele akcesoriów – od nowych spodni, przez scyzoryki, po garnki i meble. Dawniej na targowisku można było zakupić jedzenie i słodycze od Litwinów, jednak obecnie rzadko pojawiają się w Rumi. A szkoda, bo nikt nie miał tak dobrego kwasu chlebowego.

Z dzieciństwa pamiętam, że wielu wystawców przyjeżdżało na miejsce niewielkimi powozami. Dzisiaj zdarza się to rzadko, jednak wciąż można spotkać prawdziwych gospodarzy sprzedających ziemniaki bezpośrednio z wozu. Ma to swój urok.

Minusem targowiska jest brak porządnej infrastruktury – szczególnie w przypadku brzydkiej pogody. W zeszłym roku lokalne media informowały, że trwają prace nad nową koncepcją funkcjonowania rynku. Pojawiły się nawet pierwsze wizualizacje.

Miejmy nadzieję, że plan ten dojdzie do skutku. O postępach będę informował na łamach mojego bloga.

Dodaj komentarz