Szum Rumi

Villa Zagórze – restauracja, do której musisz zajrzeć

Wielu czytelników mojego bloga zachęcało mnie do zrecenzowania restauracji, która w Rumi funkcjonuje od stosunkowo niedawna – Villi Zagórze przy ul. Sobieskiego 21. W końcu udało mi się do niej wybrać…

Od wizyty w tym lokalu odstraszała mnie jego lokalizacja. Jeżeli od strony Rumi chce się dotrzeć tam samochodem, trzeba się trochę nagimnastykować – albo zawrócić aż przy SKM Rumia Janowo, albo skorzystać ze skrzyżowania z ulicą Górniczą. Piesi po przejściu tunelem przy Urzędzie Miasta lub kładką w Janowie mają jeszcze spory kawałek do pokonania wzdłuż ulicy Sobieskiego.

Oczywiście nie jest to wielki problem, ale zawsze pewna przeszkoda. Tym bardziej, kiedy po drodze ma się kilkanaście lepiej skomunikowanych restauracji.


Ta niewątpliwa wada okazała się jednak całkowicie bez znaczenia, kiedy spróbowałem serwowanego w Villi Zagórze jedzenia. Na kolana powaliła mnie tradycyjna kaszubska zupa rybna (najlepsza, jaką dotąd jadłem), zajadałem się też piersią z kurczaka faszerowaną szpinakiem i pomidorami suszonymi czy mięciutką polędwicą wieprzową zawijaną w bekonie.

Pierś z kurczaka faszerowana szpinakiem i pomidorami suszonymi. Do tego marchewka i ziemniaki au gratin. I kwiatek 🙂

Nie jestem wielki miłośnikiem jedzenia, którego nazwy nie potrafię w miarę poprawnie wymówić. Tym razem postanowiłem zrobić jednak wyjątek i skosztować takich tajemniczych dań, jak makaron pappardelle z łososiem czy ziemniaki podawane „au gratin”. Pycha!

Makaron pappardelle z łososiem.

Jedyne, co mi nie smakowało, to deser lodowy. Tu jednak ciężko winić restaurację, po prostu nie jestem wielkim fanem łączenia mięty i czekolady. W ramach rekompensaty spróbowałem ciasta „orzechowca” z bitą śmietaną i lodami malinowymi – było pyszne.

Ciasto „orzechowiec”.

Wszystkie dania podawane są bardzo estetycznie. Obsługa jest kulturalna i nie zachowuje się w ten sztuczny, quasi-dystyngowany sposób, jaki można „podziwiać” w niektórych restauracjach w Gdyni czy Gdańsku.

Przystawka.

Brakowało mi w Villi Zagórze nieco większego wyboru piwa. Aż głupio po takich smakołykach zamówić koncernowe Książęce czy nudnego lagera w postaci Żywca czy Lecha. W pobliżu Rumi działa kilka niewielkich, rzemieślniczych browarów – np. pucki Browar Spółdzielczy, Browar Gościszewo z okolic Malborka czy Hopkins warzący w Kościerzynie. Wszystkie one robią naprawdę świetne piwo, które lepiej pasowałoby do tak ambitnego menu.

Nie zawiodą się za to miłośnicy mocniejszych alkoholi – restauracja dysponuje osobną kartą drinków.

Minusem może być też koszt oferowanych potraw, chociaż jest całkowicie współmierny do jakości. Standardowe dania kosztują ok. 25-40 złotych, za nieco bardziej wyszukane trzeba dopłacić nawet drugie tyle. Nieco za drogie są przystawki, których cena plasuje się między 20 a 30 zł.

Herbatka i coś mocniejszego – kieliszek pigwówki.

Jeśli zaś chodzi o atmosferę samego lokalu, zawsze miałem wrażenie, że obecność ruchliwej ulicy nie będzie sprzyjała kameralności i spokojowi. Na szczęście restauracja jest sprytnie wkomponowana w bryłę budynku – w taki sposób, aby jej okna tylko częściowo wychodziły na krajówkę. Stąd, będąc w środku, w ogóle nie odczuwa się bliskości ulicy Sobieskiego.

Wnętrze. Fotografia pobrana ze strony restauracji Villa Zagórze.

Warto dodać, że restauracja Villa Zagórze mieści się w jednym z najstarszych rumskich budynków. Został on zbudowany pod koniec XIX wieku, przez wiele lat był siedzibą domu kuracyjnego, by w okresie międzywojennym stać się miejscem rezydowania miejscowego lekarza – najpierw dr. Adlera, później dr. Majerowskiego.

Pocztówka z początku XX wieku.

Właściciele pielęgnują lokalną historię. We wnętrzu restauracji znaleźć można przedruki starych pruskich pocztówek oraz przedwojennych zdjęć naszego miasta. Menu również jest ozdobione grafikami zaczerpniętymi ze starych fotografii.

Fragment wystroju – przedruki starych pocztówek.

Jest to godny pochwały gest, który jest dodatkowym plusem dla całego lokalu. Ze swojej strony mocno polecam 🙂
 

5 komentarzy

  • Nie bylo mi dane jesc w Villi nic poza sniadaniami, ale jest to dla mnie idealne miejsce na pierwszy posilek dnia i to nie tylko na terenie Rumi. Czesto wpadamy tam z narzyczona kiedy mamy „lenia” i nie chcemy zjesc sniadania w domu. Wystroj schludny i mily dla oka. Obsluga, tak jak napisal recenzent, mila i bez sztucznego „ą” i „ę”. Ceny sniadan jak dla mnie przystepne: kilkanascie zlotych, a nigdy nie wyszedlem glodny, a wrecz przeciwnie.

  • Nigdy tam nie byłem, lecz moim zdaniem budynek z zewnątrz trochę turystów itp. odstrasza… mogliby „odnowić” troszkę 🙂